Dla
ochłody najlepsze są lody. Lody są też dobre na złamane serce (szczególnie lody czekoladowe), są dobre na godzinne
pogaduszki z przyjaciółką np. " a co ten Błażej/Mateusz/Adam/Piotrek/Michał(lub wstaw dowolne męskie
imię, z którego właścicielem
miałaś ostatnio problem) znowu odwalił?", lody są dobre na randce albo w
wielu innych sytuacjach, ale nie będę o tym pisać, bo mam nadzieję, że moje
dzieci kiedyś przeczytają te wypociny. Jednak jeśli jest Ci gorąco, tak jak mi
dzisiaj (reszty, pewnie nie masz tak jak ja, bo ja leżę i się opalam, ale nie
ma się co dziwić, że nie masz jak ja, bo kto normalny zawracałby sobie głowę
czytaniem bloga podczas opalania się) to najlepsze są lody miętowe, a szczególnie miętowe
lody z pyszną zastygającą czekoladą.
Czas przygotowania: 30 minit + ok 4
godziny w zamrażalce
Liczba porcji:
Zależy od tego, jak bardzo ten facet sobie nagrabił i ile z przyjaciółką zjecie.
Składniki:
2 szklanki jogurtu
naturalnego
Szklanka mleka
Dwie garści liści mięty
Łyżeczka cukru brzozowego
Niewielka ilość zielonego
barwnika spożywczego (opcjonalne)
2 kostki gorzkiej czekolady
na osobą
Sposób przygotowania:
Zazwyczaj
kiedy przygotowuję lody to nie z myślą o tym jak jestem wściekła na jakiegoś
palanta. Jednak jeśli już tak robię to wtedy jest jeszcze jeden obowiązkowy
składnik : butelka wina. Butelka wina (za jakiś czas, kiedy dzięki moim
przepisom wejdziesz na szczyt amatorszczyzny i prześcigniesz w ten sposób mnie, to będziesz mógł tu wstawić nazwę swojego ulubionego alkoholu i zobaczysz, że zasada
działania jest taka sama), to w ogóle jest najlepszy dodatek do wszystkich dań. Jeśli dodasz do sosu do
makaronu, to wydobędziesz dodatkowe aromaty, podkręcisz smak itd., ale jeśli
nie dodasz do żadnego dania, a wypijesz butelkę przed spróbowaniem swojego dania, to uwierz albo będzie
Ci wszystko jedno, ale przynajmniej będzie znacznie lepsze. Więc punkt pierwszy
to nalać sobie lampkę wina, wypić. Punkt drugi nalać kolejną. Teraz wracamy do lodów, umyj liście mięty, osusz i wrzuć do blendera, zalej mlekiem,
jogurtem, wsyp cukier i zblenduj. Histeria tutaj nie
pomaga, oj ile razy nie zauważyłam, że pokrywa nie jest założona i upieprzyłam
całą kuchnię tą mazią… Najgorzej było, kiedy jeden taki palant mnie zdenerwował.
Wiedziałam, że robię lody na wieczór pełen płaczu i histerii z moją przyjaciółką, więc lodów muszę
zrobić jak dla armii.. No i wyobraźcie sobie, że nie dość, że już byłam na
niego wściekła, bo cham i prostak mnie okłamał, to on jeszcze próbuje mnie przekonać, że to nie było kłamstwo!
No czy on nie wie, że niewyprowadzanie kobiety z błędu to kłamstwo? Nie dość,
że zakłamana świnia, to idiota do tego. No i wyobraź sobie, że z tej irytacji
pomyliłam cukier z solą… Oczywiście później wybaczyłam mu tą całą jego ignorancję związaną z kobiecym
rozumowaniem, bo po kolejnym ataku histerii uświadomiłam sobie, że dzięki
niemu nie zjadłam tych lodów i nie
przytyłam. Widzisz? Jednak o mnie dba.
Więc
kiedy wypiłam kolejną lampkę wina postanowiłam dodać barwnika spożywczego. Uwielbiam
przychodzić do pracy, czy do uczelni z kolorowymi palcami. Zawszę dostaję wtedy
górę żarcików odnośnie tego co robiłam z jakimś smerfem
(niebieski barwnik), ogrem (zielony barwnik) itd…
Więc kiedy dodam już barwnik, ubrudziłam przy
tym siebie, kota, ubrania, to przelewam mieszankę do pojemnika i wkładam do
zamrażalki. Prawda, że proste? Proste niczym zdenerwowanie
kobiety. Kiedy spotkałyśmy się na opłakiwanie męskiej głupoty bez lodów, to usłyszałam kolejną piękną historię o
kolejnym palancie. Ogólnie to
wszyscy pizgają, że kobiet się nie da zrozumieć, że jedno mówi, drugie myśli, trzecie robi a czwarte jej
się wydaje. Ale to nie do końca tak
jest. Często jest tak, że kobieta wrzuca was do friendzona z prędkością
niemalże światła i robi to tak niesubtelnie, że trzeba być ślepym i
głuchoniemym, żeby nie zauważyć. I po takiej akcji część z was panowie, dalej
myśli, że przecież ona na was leci, po czym próbujecie ją pocałować i zależnie od tego czy panna jest mniej lub
bardziej subtelna, kończy się strzałem w pysk albo informacją "no halo? Co
Ty sobie wyobrażasz?". I tutaj zazwyczaj zaczyna się wojna. Nie koleś,
jeśli zostałeś wrzucony do friendzonu nie obrażaj się na pannę, nie rób awantur. No i na litość boską, pamiętaj, że
dostać kosza to nic strasznego. Same wiele razy musiałyśmy dawać sobie radę z odrzuceniem. TO NIE JEST AŻ TAK STRASZNE. Nie trzeba w tym monecie zaprzyjaźniać się z
jej byłym albo z innymi jej znajomymi Twojego pokroju, którzy dostali kosza. Co innego kobiety, ale nam
już nie przemówisz do rozsądku. My
się chcemy mścić.
Więc kiedy lody mają już idealną konsystencję,
wykładam je na talerzyk (duża szansa, że będą twarde i potrzebny do tego będzie
nóż, blaster i litr wody utlenionej), wkładam je
do lodówki. Teraz roztapiam czekoladę w miseczce, którą kładę nad garnuszkiem z gotującą się wodą. Polewam lody roztopioną
czekoladą, dekoruję świeżą miętą, nalewam lampkę wina i gotowe!