Tagietelle z ananasem
Z Maćkiem łączą mnie
dwie rzeczy. Pierwszą z nich jest ananas, drugą-wino. No dobra, więc trzy
rzeczy: wino, ananas i wino. Nie mogło tego zabraknąć. Przekopałam cały
internet w poszukiwaniu niestandardowego obiadu z użyciem ananasa. Po
przeczytaniu po raz 1563 przepisu na sałatkę z szynką konserwową, 862 na
sałatkę śledziową z ananasem i 2479 na pierś kurczaka zapiekaną z żółtym serem,
stwierdziłam, że muszę wymyślić coś sama.
Liczba porcji: 2
Składniki:
- 4 gniazda makaronu tagliatelle
- 250 ml śmietany 18%
- Pierś z kurczaka
- Pół czerwonej cebuli
- 2 ząbki czosnku
- 2 papryczki chili
- Pół puszki ananasa w zalewie
- Łyżeczka wegety
- Sól, pieprz
- Oliwa z oliwek
- Pietruszka
- Parmezan
Sposób
przygotowania:
Telefon obudził mnie
o 12:30. Już wiedziałam, że jest źle. Czasem jak czytam moje posty po wrzuceniu
ich na stronę zastanawiam się, jak mogłam wpaść na tak głupi pomysł, żeby
poprowadzić bloga kulinarnego. Zakładam, że większość z moich czytelników myśli podobnie! W końcu,
jeśli nie pomylę składników, nie zepsuję czegoś w czasie robienia, to zrobię
krzywdę sobie. Dobrze, że zazwyczaj nie ma nikogo przy mnie, jeszcze komuś
stałaby się krzywda… Ten dzień też nie należał do dnia pełnego sukcesów. Po
uświadomieniu sobie, że Maciek stoi pod drzwiami, ja jeszcze śpię i nie mam
wszystkich składników, miałam jeszcze resztki nadziei. Makaron ugotowałam
al.'dente. Cebulę, czosnek i chili posiekałam, podsmażyłam na oliwie z oliwek.
Kurczaka na szczęście przygotowałam wieczorem wcześniej. Pokroiłam w małe
kawałki, zalałam oliwą z oliwek i posypałam wegetą. Dodałam go na patelnię i
zostawiłam na chwilę na małym ogniu, co jakiś czas mieszając. Otworzyłam puszkę
brzoskwiń i zabrałam się za odpowiadanie na pytanie "dlaczego
brzoskwinie?". Dobre pytanie. Dalej nie znam odpowiedzi. Tym razem
otworzyłam już puszkę ananasa, pokroiłam, dodałam do kurczaka. Wiecie co jest
jeszcze zabawne, poza moim gotowaniem? To, że kobiety potrafią być równie złe i
zepsute jak faceci. Gdyby ktokolwiek miał jakieś wątpliwości, że faceci są
koszmarni to odsyłam do poprzednich postów. Tylko, że kobiety potrafią być
jeszcze gorsze. No dobra, zmieniłam zdanie. Przecież to całkiem normalne i w
porządku, że obrażamy się o to, że ktoś przez dwa dni się nie odzywał, a to, że
było kolokwium nie jest przecież żadnym wytłumaczeniem. A to, że mówimy, że
wszystko ok, później strzelamy focha jest zupełnie normalne i nie wiem gdzie tu
problem. Wracając do makaronu, mój
królik doświadczalny był przekonany, że będzie musiał mnie zabrać do KFC, bo z
obiadu nici. Kurczaka z ananasem zalałam śmietaną, przez kilka minut mieszałam
co jakiś czas na patelni, w międzyczasie dodałam przypraw. Wymieszałam z
makaronem,posypałam posiekaną pietruszką i startym parmezanem, podałam z niepokojem i poszłam po butelkę wina, w razie gdyby trzeba
było zalać czymś to paskudztwo. I pewnie dlatego zdecydowałam się na założenie
bloga. Nawet jeśli spieprzę każdy możliwy krok, spróbuję wymyślić coś sama to
często, jak i w tym przypadku, kończy się sukcesem. Makaron wyszedł przepyszny.
